Cele a marzenia – S.M.A.R.T. a nierealność!

Wiele razy dane mi było natknąć się w Internecie na historie znajomych moich znajomych lub też osób całkowicie obcych opisujących wydarzenia pełne sukcesów w stylu „wzięłam się w garść po stracie chłopaka i schudłam 130 kg w 3 miesiące” albo „w końcu wstałem z kanapy, przestałem oglądać TV i po roku zdobyłem Mount Everest na rowerze”. W tym artykule chciałbym opisać historię jednego z moich dotychczasowych sukcesów w obszarze Lean i budowania swojego lean-imperium – Lean Time. Wróćmy jednak na chwilę do naszych bohaterów i ich osiągnięć, bowiem mówiąc całkiem serio zawsze czytałem te wpisy z poczuciem dużego szacunku do autorów oraz ich determinacji w osiąganiu celów, jakiekolwiek by one nie były. No i właśnie tu pojawia się słowo klucz: CEL. Podążając za najsłynniejszą internetową encyklopedią cel to „to, ze względu na co, następuje działanie; stan lub obiekt, do którego się dąży”. Kiedy pada to słowo, ja z kolei od razu przypominam sobie jeden z wykładów w ramach podyplomowych studiów menedżerskich związany z zarządzaniem projektami i koncepcję S.M.A.R.T. czyli koncepcję formułowania celów wg. której cel powinien być:

  • Skonkretyzowany (ang. Specific) – jego zrozumienie nie powinno stanowić kłopotu, sformułowanie powinno być jednoznaczne i nie pozostawiające miejsca na luźną interpretację,
  • Mierzalny (ang. Measurable) – a więc tak sformułowany, by można było liczbowo wyrazić stopień realizacji celu, lub przynajmniej umożliwić jednoznaczną „sprawdzalność” jego realizacji,
  • Osiągalny (ang. Achievable) – cel zbyt ambitny podkopuje wiarę w jego osiągnięcie i tym samym motywację do jego realizacji,
  • Istotny (ang. Relevant) – cel powinien być ważnym krokiem naprzód, jednocześnie musi stanowić określoną wartość dla tego, kto będzie go realizował,
  • Określony w czasie (ang. Time-bound) – cel powinien mieć dokładnie określony horyzont czasowy w jakim zamierzamy go osiągnąć.

Jako inżynier strasznie cenię sobie konkrety, fakty, dane liczbowe toteż koncepcja S.M.A.R.T. wpisuje się idealnie w moją wizję przyszłości. Przyznaję jednak, że także mi zdarza się puścić wodze fantazji i wyobrażać sobie niestworzone rzeczy o przyszłości: mojej, moich przyjaciół, całego świata. Te wyobrażenia nazwano marzeniami. Podążając za Słownikiem Języka Polskiego PWN marzenia to „powstający w wyobraźni ciąg obrazów i myśli odzwierciedlających pragnienia, często nierealne”. I ponownie pada słowo klucz – marzenia często są nierealne. A co je takimi czyni? Moim zdaniem wyłącznie brak odpowiedniego ich opisania, sprecyzowania istotnych parametrów dokładnie na odwrót niż w S.M.A.R.T. celach. Właśnie dlatego bardzo lubię powiedzenie, które wykorzystałem jako tytuł tego wpisu „Cele, nie marzenia„. Kto bowiem powiedział, że przykładowo. statystyczny Polak Jan Kowalski nie może odbyć podróży dookoła świata? Powiedział tak zapewne jego sąsiad Janusz Nowak i pomyślał o Janie „marzyciel”. Fakt, Jan mógł mieć marzenie odbycia takiej podróży i być wyśmiany przez kolegów od posiedzeń przy piwie. Nie zmienia to faktu, że Jan mógł także w domowym zaciszu skonkretyzować cel określając z jakich środków transportu będzie korzystał, określić jego mierzalność ustalając minimalną liczbę krajów jakie musi odwiedzić, aby projekt uznać zaliczony, stwierdzić osiągalność celu na przykład rozmawiając ze znajomymi, którzy odbyli mniejsze i dalsze podróże, zdać sobie sprawę jak istotną sprawą jest dla niego możliwość opowiedzenia w przyszłości swoim wnukom o przygodach z Bangladeszu i na końcu ustalić sobie termin podróży (współcześnie DEADLINE – nie używam tego korpo-terminu w innych przypadkach niż pogrzeb). Można zapytać „po co?”. A no właśnie po to, aby senne marzenie nie pozostało nierealnym tworem, a całkowicie realnym do osiągnięcia celem. Wybór należy do każdego z nas, ale osobiście – polecam!

Od Wielkiego Nieobecnego po Patrona Medialnego!

W nawiązaniu do wstępu teoretycznego podzielę się jednym z moich sukcesów. Niecały rok temu, we wrześniu 2016 jako młody i ambitny pasjonat Lean i właściciel raczkującego projektu Lean Time, odbyłem rozmowę z Dyrektorem oraz Prezesem firmy w której pracuję, na temat Europejskiego Kongresu Lean Manufacturing, którego III edycja odbywała się w Katowicach. Przedstawiłem wszystkie istotne szczegóły i… nic. Firma nie była zainteresowana moim uczestnictwem w ów wydarzeniu, a moje ego dostało solidnego kopa w… Niestety nie byłem w stanie sam sfinansować mojego uczestnictwa w Kongresie jako osoba prywatna toteż temat został zamknięty. Właśnie wtedy, jak bohater z kanapy przed TV czy dziewczyna z lekką nadwagą wziąłem się w garść, sięgnąłem po koncepcję S.M.A.R.T. i bez wchodzenia w szczegóły (konkurencja nie śpi!) postawiłem przed projektem Lean Time jasno sprecyzowane cele. Skrupulatnie je realizując, spotkałem na swojej drodze moich prawdziwych, całkiem realnych bohaterów – obecnie Partnerów projektu Lean Time. Nie chcąc nikogo pominąć muszę jednak wymienić kilku tych „wyjątkowych”, którzy niejednokrotnie (50% z przytoczonych przypadków) sami się do mnie odezwali głaszcząc mnie po miejscu, w które wcześniej dostałem kopa (i to od „bliższych” ludzi – współpracowników/przełożonych!). Byłaby to ckliwa historia do poduszki gdyby nie fakt, że są to: Bartosz Misiurek – prezes LeanTrix i założyciel Polskiego Stowarzyszenia Praktyków TWI, ekspert w dziedzinie Lean, promotor TWI; Zuzanna Jaszczak – redaktor naczelna merytorycznie najlepszego czasopisma eksperckiego SZEF Utrzymania RuchuJacek Kukiz – ekspert w dziedzinie Lean z wieloletnim doświadczeniem, członek Stowarzyszenia Lean Management Polska oraz studenci mojej ukochanej Politechniki Śląskiej z Koła Naukowego Lean Team działającego przy moim ukochanym Wydziale Mechanicznym Technologicznym, którzy dali mi szansę pierwszego publicznego wykładu na temat Lean (około 100 słuchaczy jak na pierwszy raz to chyba WOW!). Do czego zmierzam? Do tego, że ciężką pracą, czytaniem i pisaniem na temat Lean, jego praktykowaniem wbrew wszelkim przeciwnościom (kumaci skumają dlaczego na podstawie kilku zdań wyżej), ograniczeniem życia towarzyskiego do minimum i to w wieku, gdzie powinno się z niego korzystać na maksa, UDAJE MI SIĘ SPEŁNIAĆ MARZENIA (poprzez realizowanie celów za pomocą koncepcji S.M.A.R.T.). Jak do tego doszło? Ciężka praca przyciągnęła uwagę m. in. w/w osób w wyniku czego projekt Lean Time zaczął przybierać coraz ciekawszą formę, zaczął mieć coraz większy zasięg, zaczął pojawiać się w Internecie i… niecały rok po pamiętnym kopie od życia zgłosili się do mnie organizatorzy IV edycji Europejskiego Kongresu Lean Manufacturing i zaproponowali objęcie go Patronatem Medialnym!!! Zagwarantowali 2 wejścia na teren wydarzenia!!! Umożliwili wystawienie swojego stanowiska reklamowego!!! Spełnili moje marzenia… a to dopiero ich początek! 🙂 Od wielkiego nieobecnego do Patrona Medialnego w niecały rok – tak się realizuje postawione cele!

Na zakończenie chciałbym jeszcze raz serdecznie podziękować wszystkim Partnerom jak i Czytelnikom blogu czy fanpage’u Lean Time na Facebooku za to, że razem ze mną tworzycie coś, co (obiecuję) jeszcze nas wszystkich w przyszłości zaskoczy. Dajecie mi wiarę, że warto brnąć w to dalej, że ma to sens. Daliście mi też wiarę w siebie wyciągając pomocną, bardziej doświadczoną w boju dłoń. DZIĘKUJĘ! Życzę wszystkim powodzenia w precyzowaniu i realizowaniu Waszych celów, a przez to w spełnianiu marzeń!